Personal tools
You are here: Home Czytelnia Czy chcesz być uczniem Chrystusa?
Document Actions

Czy chcesz być uczniem Chrystusa?

by Marcin last modified 2004-12-16 21:38

Ks. Mirosław Cholewa

  LITURGIA SŁOWA:
  2 Sm 1,1-4.11.19.23-27;
  Ps 80; Dz 16,14b;
  Mk 3,20-21

  Pozwólcie, że na początek o coś was zapytam. Kto z was chce być uczniem Jezusa? Mamy dzisiaj bardzo krótki fragment z Ewangelii św. Marka, który ukazuje Jezusa trochę inaczej. Nie Jezusa pełnego chwały, pełnego mocy, wywyższonego, Jezusa Mesjasza, ale w pewnym sensie Jezusa bardzo poniżonego. "Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, aby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: 'Odszedł od zmysłów'." Po prostu coś się tam stało Jezusowi. Oszalał. Stał się szaleńcem. Owszem, otaczają Go tłumy, ale za szaleńcem też mogą tłumy pójść. Jezus zachowuje się co najmniej dziwnie. Tak się tymi tłumami przejął, że nawet na posiłek nie ma czasu, na sen, na odpoczynek. No, zupełnie Jezus oszalał! Słuchajcie! Czy chcecie iść za takim Jezusem, którego dzisiaj ukazuje nam Ewangelia? Chcecie być uczniami takiego Jezusa? Słuchajcie, to jest szaleństwo miłości. Jezus oszalał z miłości do człowieka. Oszalał tak bardzo, że zapomniał o sobie. Zapomniał o posiłku. Zapomniał o odpoczynku. Zapomniał o śnie. Tak bardzo oszalał z miłości w stosunku do człowieka. Jeżeli chcesz być uczniem Jezusa, to musisz pójść Jego drogą. Nie tylko masz Go podziwiać, rozczulać się, roztkliwiać: "Jaka to piękna miłość!". Jeśli chcesz być Jego uczniem, musisz pójść Jego drogą. Stać się szaleńcem Bożym. Co oznacza stać się szaleńcem Bożym? To znaczy, że z miłości do Jezusa trzeba zacząć płynąć pod prąd tego świata. Pod prąd tego, co uważa się za wartości świata. Stać się szaleńcem Jezusa oznacza pójść samemu drogą radykalnego oddania się Jezusowi. Drogą miłości ponad wszystko. Aby Jezus stał się jedyną miłością naszego życia. Jednak to jeszcze nie koniec. To znaczy także pójść drogą nawrócenia, radykalnego nawrócenia w swoim życiu. Oddać całe serce Bogu. Jak się wam wydaje, jeśli oddamy 51% naszego serca Panu Bogu, to będziemy już cali Mu oddani? A gdy oddamy Mu 90% naszego serca? A gdy 99,9%? Oddać całe serce Bogu to pójść drogą nawrócenia, drogą głębokiej przemiany wewnętrznej - stać się rzeczywiście szaleńcem Bożym. Pójść drogą radykalnej, głębokiej przemiany wewnętrznej. Pójść drogą metanoi. Słowo to w języku biblijnym oznacza dogłębną przemianę wewnętrzną. Przemianę wszystkich władz człowieka. Przemianę serca, tak, aby były w nas uczucia Jezusa, Jego miłość. Jego współczucie do tego świata. Świata bardzo zagubionego, cierpiącego. Pójść drogą Jezusa to również przyjąć Jego hierarchię wartości, przebudować tę, według której ja żyję. Pójść tą drogą to również dokonać radykalnej przemiany swojego myślenia, swojej mentalności. Dzieliłem się już z niektórymi z was tym, ale chciałbym do tego nawiązać, gdyż jest to istotny krok na drodze nawrócenia, przemiana naszego myślenia, mentalności. Przemiana z myślenia świata na myślenie Ewangelii jest dogłębną przemianą myślenia. Nie jest to tylko mały retusz, ale głęboka przemiana, gdyż myślenie tego świata jest zupełnie inne od myślenia Ewangelią. Bo co mówi świat, co liczy się dla świata? Co jest ważne dla niego? Do czego moglibyśmy sprowadzić jego myślenie? Moglibyśmy podawać różne odpowiedzi. Niektórzy już je znają. Można by to sprowadzić do słowa "sukces". Odnieść sukces w życiu. Stać się kimś, być kimś. Zrobić karierę w swoim życiu. Zobaczmy jaką karierę zrobił Jezus. Myślenie Ewangelii jest inne. To jest myślenie w duchu służby, w duchu pokory, w duchu uniżenia, w duchu całkowitego oddania siebie Bogu i braciom ze względu na Boga. To jest ta przepaść między myśleniem Ewangelii a myśleniem tego świata. Sami z siebie nie jesteśmy w stanie dokonać tej przemiany. Ona jest możliwa mocą Bożą, mocą Ducha Świętego. Dlatego tak często potrzeba, abyśmy Go przyzywali. Mówili: "Przyjdź! Przyjdź i dokonaj w nas tej przemiany! Dogłębnej przemiany wartościowania, odczuwania, myślenia. Przemiany całego mojego życia, abym poszedł drogą Jezusa. Abym stał się szaleńcem Boga." Św. Paweł Apostoł przypomina o tym, że to, co jest zgorszeniem dla żywych, a głupstwem dla pogan, jest dla nas mocą i mądrością. Dlatego głosimy Chrystusa i to ukrzyżowanego, który jest mocą i mądrością. Głosimy Jezusa i wywyższamy Go, ponieważ sami chcemy pójść jego drogą. "Odszedł od zmysłów". Nie wiem czy już się tak zdażyło w waszym życiu, że ktoś o was powiedział: "zwariowała, zwariował, odszedł od zmysłów". Czy spotkaliście się już z taką sytuacją w waszym życiu? Czy przeżyliście już to oskarżenie o szaleństwo Jezusa? Gdy Duch Święty zstępuje, gdy przemienia od wewnątrz człowieka, gdy napełnia mocą i mądrością z wysoka, wtedy ci, którzy przyjmują ten dar, mogą być posądzani o szaleństwo, a przynajmniej o pijaństwo. Podobnie jak w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy Apostołowie wyszli z Wieczernika napełnieni Mocą z Wysoka i zaczęli głosić wielkie dzieła Boże radośnie, dziwnie się zachowywać. Powiedziano wówczas "upili się młodym winem". Pamiętacie jak Dawid został napełniony Duchem Bożym, gdy przeprowadzano Arkę Przymierza? On, król, wielki pan, który dziesiątki tysięcy wrogów pokonał, szedł przed Arką, tańczył, podskakiwał. Wtedy niektórzy nim wzgardzili - król i tak dziwnie się zachowuje, podryguje, podskakuje - oszalał. Pamiętacie Zacheusza - biznesmena, przedsiębiorcę? Wdrapał się na drzewo bo chciał zobaczyć Jezusa - coś mu "odbiło". Jeżeli decydujemy się na drogę Jezusa i bycie jego uczniami, musimy liczyć się z tym, że jest to piękna, wspaniała, szczęśliwa droga dla tych, którzy ją przeżywają, ale dla patrzących z boku wydaje się szaleństwem. Czy wiecie ilu pukało się w czoło, gdy Franciszek z Asyżu po swoim nawróceniu zostawił dotychczasowy styl życia, gdy ogarnęły Go wielka moc i mądrość Boża? To jest szaleństwo Boże. Nie chcę was straszyć, ale uświadomić, że nie jest błahą sprawą stać się uczniem Jezusa i pójść Jego drogą. Jest to decyzja na szaleństwo w oczach tego świata. Jest czas, gdy Pan udziela nam wielu "cukierków", kiedy karmi nas mlekiem, kiedy daje nam wiele słodyczy, kiedy obdarowuje nas tak hojnie, jak tylko Pan Bóg może obdarować człowieka. Ale przychodzi taki moment na naszej drodze stawania się uczniem Jezusa, kiedy możemy wzrastać, gdy tracimy coś ze względu na Jezusa - swój czas, swoje siły, swoje pieniądze, dobre imię, twarz. To jest to czas, który Pan sam określa. Kiedy zostaniemy wspaniale oczyszczeni, poprowadzeni po drodze mocy i radości Bożej, staniemy się przyjaciółmi Boga, staniemy się uczniami Jezusa, szaleńcami Bożymi, szaleńcami w oczach tego świata. Pomyślcie sobie. Sobota wieczór, moglibyście pójść na jakąś imprezę. Zamiast tego nudzicie się na Mszy Świętej. Ci ludzie tracą wieczór! Zobaczcie, jest to ważny moment na naszej drodze, gdy decydujemy się tracić. Jakby echem odzywa się tu słowo Jezusa: "kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mojego powodu i z powodu Ewangelii, ten je zachowa". Jest to paradoks Ewangelii, który staje się nowym życiem. Albowiem podobnie jak ziarno wpadłszy w ziemię musi obumrzeć, aby wydać plon, tak my musimy obumrzeć dla siebie, aby żyć dla Boga, aby żyć dla braci ze względu na Boga. Chciałbym podzielić się z wami przeżyciem, które jest dla mnie w ostatnim czasie mocnym śladem Bożego działania, a dotyczy Miry Żochowskiej. Mira Żochowska, kobieta w średnim wieku, 53 lata. Filar Odnowy w Duchu Świętym diecezji Warszawsko-Praskiej, koordynator tegoż rejonu. Osoba bardzo oddana Bogu, Jezusowi. Zrobiła karierę życiową. Powiodło jej się. Z wykształcenia była fizykiem, ale potem zaczęła zajmować się administrowaniem. Była dyrektorem w Polkolorze. Później została dyrektorem administracyjnym Banku Centralnego. Gdy rozpoczęto prace związane z denominacją złotego Mira znalazła się w grupie 7-8 osób, które koordynowały tę operację. Były to miesiące ciężkiej pracy. W pewnym momencie zaczęła się źle czuć. Poszła do lekarza, okazało się, że ma raka. Opierała się leczeniu, opierała się operacji. Nie chciała zostawić kolegów w tym momencie. Prace już były bardzo zaawansowane, a ona była osobą odpowiedzialną. Tempo pracy było bardzo duże. Nagle poczuła jakby zostały wciśnięte wszystkie hamulce w jej życiu - okazało się, że operacja jest konieczna. Poddała się jej. Potem było leczenie chemią przez ok. dziewięć miesięcy. Miałem to szczęście, że towarzyszyłem duchowo Mirze w jej cierpieniu świadcząc posługę kapłańską, sakramentalną. Po tych ośmiu, dziewięciu miesiącach Pan Bóg doprowadził ją rękami lekarzy do zdrowia i mogła podjąć swoją pracę w banku. Lecz po roku nastąpił nawrót choroby, która zaatakowała jakby ze zdwojoną siłą. Nastąpiły kolejne etapy leczenia chemią. Wtedy to Mira z mężem, jadąc samochodem do córki ulegli wypadkowi. Cudem uszli z życiem. Niestety w wyniku wypadku nastąpiło u Miry pęknięcie kości udowej. Znów została poddana operacji. Bardzo cierpiała. Powstał problem w leczeniu - leczenie nogi wykluczało leczenie raka i odwrotnie. Mijały tygodnie i miesiące jej zmagań z cierpieniem i bólem. Zawsze była blisko Jezusa, ale w tych ostatnich miesiącach Pan jakby się oddalił. Nie dawał już takiej pociechy jak dawniej. Trudniej było się modlić. Trudno było trwać przy Bożym Słowie. Gdy przychodziły bezsenne noce, ból i cierpienie, stać ją było tylko na proste spojrzenie na krzyż. Na proste powierzenie siebie i swojego cierpienia Jezusowi. Miałem to szczęście, że w tym trudnym okresie docierałem do niej i widziałem jak pięknie trwa przy Panu. Trwa w tym cierpieniu, bólu - zmaganiu. Widziałem jak Pan czyni z niej prawdziwego ucznia Jezusa. Jak ją upodabnia do Jezusa na krzyżu. Jak bardzo była podobna, nie tylko w cierpieniu i bólu, ale i w miłości. Jak pamiętała o swoich bliskich. Jak, dzięki jej tak przeżywanemu cierpieniu, Jezus przyprowadził jej męża, który oddalił się od Boga i Kościoła, do źródła wody życia. Byłem świadkiem jak jej córka i jej rodzina, nie tylko bardziej zbliżyli się do Pana, ale i do niej. Jak nawiązały się nowe, bardziej szlachetne więzy rodzinne. Przyszedł dzień Bożego Narodzenia 1997 r. Pojechałem do niej, aby odprawić Mszę Świętą. Drzwi otworzyła mi wnuczka, zdziwiłem się, że nie Mira albo jej mąż. Okazało się, że mąż musiał pojechać do córki, a ona została pod opieką wnuczki. Bardzo cierpiała. Nie była w stanie poruszać się po mieszkaniu. Siedziała w fotelu. Widziałem, że cierpi. Zawahałem się czy sprawować Mszę Świętą, czy nie będzie to dla niej za duży wysiłek. Eucharystia się jednak odbyła. Po Eucharystii wyruszyłem dalej. Były rekolekcje, odpoczynek i znów rekolekcje. Kiedy wróciłem dotarła do mnie informacja, że Mira odeszła do Pana 1 stycznia 1998 r. po siedemnastej. Uświadomiłem sobie, że w tym samym czasie kończyłem sprawować Eucharystię tam, gdzie byłem na południu Polski. Zobaczyłem, że Jezus przyjął ją do swej chwały w swoje Boże Narodzenie. Pierwszy stycznia jest zakończeniem oktawy Bożego Narodzenia, ośmiu dni, kiedy świętujemy ten jeden dzień, Boże Narodzenie. Pierwszy stycznia jest dniem Matki Bożej Rodzicielki, dniem otwierającym nas na całą wieczność. Pan najpierw zaprosił ją na krzyż, później do swojej Chwały. Najpierw dopuścił, aby przeszła wielkie, potężne oczyszczenie, później poprowadził ją do wieczności przez cierpienie i ból. Pan pozwolił jej doświadczyć smaku uniżenia, aby stała się prawdziwym uczniem Jezusa. Dokonała się w niej ta prawdziwa przemiana, o której mówi św. Paweł: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus". Pamiętam to ostatnie spojrzenie na jej twarz - zupełnie jakbym zobaczył Jezusa. Przez to, co przeszła, stała się jakby ikoną Jezusa. Utraciła wszystko i wszystkich. Został jej tylko Jezus albo aż Jezus. Została w niej głęboka miłość Jezusa - tylko to albo aż to. Czy chcesz być uczniem Jezusa? Pan zna nasze możliwości, nasze siły. On nie przeprowadzi nas przez takie oczyszczenie, którego nie bylibyśmy w stanie ponieść dzięki mocy Ducha Świętego. Pamiętajmy, żeby nie cofać się na tej drodze, nie wycofać się z niej. Nawet wtedy, kiedy przychodzą trudności. Również wtedy, gdy przychodzi ból, cierpienie, nie tylko fizyczne, ale psychiczne i duchowe, gdy tracimy, gdy wiele tracimy. Kiedy świat patrzy na nas, mówi: "To jest szaleniec!". Czy chcecie być szaleńcami dla Jezusa? Chcecie być? Na koniec odwołam się do patrona dzisiejszego dnia, św. Franciszka Salezego. Bardzo piękna postać. W pewnym okresie biskup Genewy. Był to czas, kiedy dochodziło do wojen religijnych. Wielu ludzi odchodziło z Kościoła. Była wielka kontestacja1Kościoła. Wyobraźcie sobie, że on poszedł drogą tak radykalnego oddania się Jezusowi i tak otworzył swoje serce na miłość Jezusa, że przez jego obecność, przez jego posługę, przez miłość, którą Jezus przelewał przez niego na innych ludzi, przyprowadził na nowo do Kościoła tysiące, tysiące ludzi. Nie mocą oręża, nie mocą mądrości nadzwyczajnych, ale mocą mądrości krzyża, mocą miłości Jezusa.
Amen.

Homilia ks. Mirosława Cholewy wygłoszona w dniu 24 stycznia 1998 r. z okazji drugiej rocznicy istnienia grupy akademickiej Odnowy w Duchu Świętym przy parafii św. Michała Archanioła w Warszawie.


WIERSZ

Patrzyłam na Krzyż,
a na nim spostrzegłam prawdziwego Boga.
Zobaczyłam obolałe Ciało i gwoździe,
dostrzegłam więcej - przebite Serce
i usłyszałam słowa:
ŤPrzebacz im, bo nie wiedzą co czyniąť

Patrzyłam na Krzyż, nie rozumiałam - dlaczego?
ale wiedziałam jedno,
że bardzo kochasz.

Spojrzałam na Krzyż
i pomyślałam: CHCĘ KOCHAĆ.

Basia Nowosielska



Przypisy:
1 - kwestionowanie słuszności lub prawomocności tez teologicznych, obrzędów, autorytetu Kościoła, będące przejawem kryzysu we współczesnym Kościele Katolickim.


Powered by Plone CMS, the Open Source Content Management System

This site conforms to the following standards: