Personal tools
You are here: Home Czytelnia Wygrajmy nasze małżeństwo
Document Actions

Wygrajmy nasze małżeństwo

by Marcin last modified 2005-01-25 12:01

O. Denis Sonet

Będziemy mówić o najpiękniejszym temacie świata. Bardziej interesującym niż matematyka, bardziej interesującym niż technika, bardziej interesującym niż historia i geografia nie dlatego, że te nie mają wartości, ale przedmiot, o którym będziemy mówić, będzie interesował i dotyczył was przez całe życie: to miłość. Widzicie, od razu się uśmiechacie, więc od razu powiem tak brutalnie, chcę postawić wam pytanie: Czym dla was jest miłość?

Czym dla ciebie jest miłość?

Spróbujcie podać jedno słowo określające miłość. Zatem miłość to: dzielenie; czułość; pociąg do kogoś.

- A ty?
- Nie wiem.
- Nie wiesz. Nie zaznałeś tego?
- Nie.
- Czekasz?
- Tak.
- Z niecierpliwością?
- Tak.
- A więc jest to pragnienie. Zgadzasz się na to słowo: pragnienie?
- Tak.
- A marzenie?
- Też.
- Kto jeszcze, Beranger?
- To życie.
- A, życie! To pojęcie nie było dotąd przytoczone.

Życie, życie. To prawda. Dzięki miłości jesteście tutaj. Zdajecie sobie sprawę z tego, że miliony ludzi się kochało, ażebyście byli tutaj? Czy wiecie ilu macie przodków? I ponieważ oni się kochali, jesteście dziś tutaj. To nadzwyczajne. To prawda, że miłość ma głęboki związek z życiem.

- Czym jest miłość?
- To problemy.
- Tak, to rozsądne. Nie można myśleć, że miłość jest tylko wzniosła i wspaniała. Kochać znaczy cierpieć. I ktokolwiek kocha, przeżywa jakieś cierpienie. To jest nie do uniknięcia.

- Czy jest miłość dla Ciebie?
- Dawać?
- Dawać, ale i otrzymywać też. Chcesz dawać ale i otrzymywać.
- A wy chłopcy?
- Miłość jest piękna.
- Tak, to cudowne, miłość jest cudowna i wspaniała.

Tylko wtedy jesteśmy szczęśliwi, gdy kochamy. Jesteśmy stworzeni do miłości. Chrześcijanie uważają to za normalne, gdyż wierzą, że zostali stworzeni przez Tego, który jest miłością. Nic dziwnego, że są ukierunkowani na miłość. Kiedy nie jest się kochanym, nie jest się szczęśliwym.
Kiedy się nie kocha, nie jest się kochanym. Kiedy się nie kocha lub nie jest się kochanym, oczekuje się z niecierpliwością, aby być kochanym.

- Wiecie co śpiewała Edith Piaff?
"Bez miłości jest się niczym". To cudowne: miłość i to, że kocha się w każdym wieku. Nie myślcie sobie, że kocha się tylko w waszym wieku. Im bardziej się starzejecie, tym mocniej kochacie. Kocha się mocniej kiedy ma się 30, 40 lat.
Panie w wieku 60, 65 lat mówią mi: "Wie ksiądz, jestem zakochana". To tak jak ogień, który rozprzestrzenia się w starym lesie. Nie myślcie sobie, że kocha się tylko w wieku 16 lat. Wprost przeciwnie. Im bardziej człowiek się starzeje, tym bardziej jego serce staje się większe i może mocniej kochać.
To nadzwyczajne, miłość. Miłość w każdym wieku. Zauważyliście, jak bardzo różniły się wasze definicje. Często postrzega się miłość w jednym aspekcie.

- Czy według ciebie miłości człowiek się uczy?
- Nie.
- To instynkt?

A właśnie to nie instynkt. Mężczyzna nie ma instynktu seksualnego. Kobieta też nie. Zwierzę ma. Zwierzę nigdy nie będzie miało lekcji wychowania seksualnego. Ono radzi sobie świetnie samo. Ale nie człowiek. Mały człowieczek, który przychodzi na świat nie ma żadnego instynktu, prócz jednego: ssania.
Wszystkiego innego uczy się, w tym także miłości. Jeśli myślicie, że miłość to coś naturalnego, to znaczy, że ściągnęliście ten pomysł gdzieś z powieści, od waszych przyjaciół czy od rodziny. Nie myślcie, że to przychodzi naturalnie, tego trzeba się nauczyć.
A media? W jaki sposób przedstawiają wam miłość? Nie wiem, czy ktoś spośród was oglądał program o małżeństwie "O tym się rozmawia"? Można było zobaczyć, jak ludzie mają nieskończenie różne pojęcia o małżeństwie i miłości, bo tak naprawdę każdy tworzy swój własny scenariusz. Pojęcie jakie mamy o miłości jest optymalne, to jest to czego pragniemy w głębi naszego serca. I dlatego zobaczymy razem, co znaczy kochać.

Pięć wielkich pragnień.

Przed chwilą powiedziałeś ważne słowo: marzenie, sen.
I aby wam zdefiniować miłość, i ponieważ to tak skomplikowane, że nie można podać tylko jednej definicji, rozpocząłem od twojej. Miłość to cudowna rzeczywistość, na którą składa się pięć wielkich snów, marzeń, pięć wielkich pragnień. Jeśli brakuje choć jednego, to nie jest miłość. W owym programie (robię małą aluzję) zapytano czy miłość to seks. Tylko jedna osoba odpowiedziała "tak". Wszyscy inni odpowiedzieli: "Nie, to nie tylko to, jest jeszcze coś innego". Jest czułość, komunikacja. "Żyję w małżeństwie od czterech miesięcy, wcześniej była pomiędzy nami komunikacja, teraz jej nie ma, czuję, że czegoś brakuje".

Trzeba, więc, aby było w nas pięć wielkich pragnień, aby móc powiedzieć "kocham cię", trzeba odczuwać do kogoś pięć pragnień.
  Pierwsze, głównie odnoszące się do chłopców, to pragnienie ciała.

Pragnienie ciała.

  Jeśli ciało mężczyzny pragnie połączyć się z ciałem kobiety, a ciało kobiety z ciałem mężczyzny. Wyobraźcie sobie, że zostało stworzone do tego i jest do tego doskonale zaprogramowane. Zauważcie, że w każdych relacjach ciało jest aktywne.
  Jeszcze przed chwilą nie powiedzieliście mi "Dzień dobry", niewielu z was. Dlaczego? Dlatego, że nie było relacji pomiędzy nami. Jedna z was powiedziała mi "Dzień dobry". Dlaczego? Bo mnie znała. Gdybyśmy byli przyjaciółmi, podalibyśmy sobie ręce. Czyż nie? Dwoje narzeczonych nie będzie podawało sobie rąk jak przyjaciele, nie będą klepać się po ramieniu jak starzy znajomi, którzy spotykają się po 30 latach. Co zrobią? Potrzebują okazać sobie specyficzny gest oznaczający specyficzną relację. I dadzą sobie tę pierwszą część ciała, która im sprawi przyjemność. Wiecie, że pierwszą przyjemnością naszego życia były usta. Kiedy dwoje narzeczonych się kocha, sprawiają sobie najpierw tę pierwszą przyjemność. I kiedy dziewczyna i chłopak decydują się żyć razem na zawsze, mieć nie tylko wspólną kasę, garnki, kuchenkę gazową i łóżko, kiedy dwoje młodych pragnie oddać się jedno drugiemu, mieć wspólne ideały i projekty, wiecie, że będą potrzebowali jakiegoś gestu, który będzie oznaczał: oddaję się. I wiecie, że jest tylko jeden taki gest mówiący "oddaję się".
  To gest seksualny. Kiedy oddajecie, będziecie oddawali temu, tej, którą kochacie, to co macie najintymniejszego, najświętszego źródła życia, będziecie mogli powiedzieć "oddaję się". A kiedy oddajecie się komuś, nie mówicie przecież tak zwyczajnie: oddaję się. Od razu widzicie wagę gestu seksualnego w znaczeniu "oddaję się", a nie "biorę cię". Ja się oddaję. To ja się oddaję. Ten wielki znak miłości ma wtedy tylko sens, gdy jedno dąży ku drugiemu, a nie wykorzystuje drugą osobę.

  Musi być, więc pragnienie cielesne. Jeśli w przeddzień zaangażowania się z kimś na całe życie, nie odczuwacie żadnego pragnienia fizycznego, błagam was, nie angażujcie się. Zmierzacie do katastrofy. Musi być pożądanie. Ale nie może być tylko pożądanie, bo gdyby miłość była tylko prostą realizacją pragnienia fizycznego, byłaby to miłość z epoki dinozaurów, epoki człowieka pierwotnego. Oni się tak kochali, to prawda.

Czułość.

  Inne pragnienie to czułość. Ktoś przed chwilą powiedział to słowo: czułość.
  To marzenie o czułości. Któż z was nie potrzebuje czułości, niech podniesie rękę. Kto nie potrzebuje czułości?
  Młodzi mają pewną wadę. Uważacie, że czułość to rzecz dla niemowląt, ponieważ czułości uczymy się na kolanach naszej matki. A kiedy dorastacie do waszego wieku, uważacie, że czułość to coś dla małych dzieci. Nie jesteśmy zbytnio czuli dla naszych rodziców. I kiedy matka mówi do was wieczorem:
  - Kładziesz się?
  - Tak, idę się położyć.
  - I nie powiesz mi dobranoc? Nie pocałujesz mnie?

  A więc uwaga. Jeśli nie kochalibyście swojej matki, nie całowalibyście jej, lecz jeśli ją kochacie, dlaczego nie czynicie tego gestu miłości? Zatkało was czy co?
  Gdybyście wiedzieli, jak bardzo jesteśmy zatwardziali na czułość. Jak stary jestem. Urodziłem się otoczony czułością matki, dorastałem otoczony czułością moich przyjaciół i mam nadzieję, że kiedy będę umierał, będą wokół mnie przyjaciele, którzy wyciągną do mnie rękę. Urodziłem się w czułości i umrę otoczony czułością. Czułość to nie sprawa wieku. Trzeba odnaleźć czułość, która nie jest filuterna, ale męska. Posłuchajcie mnie, błagam. Dzisiejszy dramat to, że wielu młodych ludzi od razu przechodzi do aktu seksualnego, zapominając, że trzeba go zastąpić czułością. To wasza wina, dziewczyny. Dlaczego? Dlatego, że myślicie, że chłopcy nie są czuli w środku. Im bardziej są twardzi na zewnątrz, tym więcej mają czułości w środku i nie chcą, aby to było widoczne. Przyjrzyjcie się czasem swoim ojcom. Wydają się tacy twardzi. Wystarczy, abyście zachorowali, a zobaczycie jak będą nieszczęśliwi. A wielcy poeci, artyści, nie byli wrażliwi?
  Chłopcy, macie zwyczaj chować wasze emocje. Zobaczycie później, że w małżeństwie to najbardziej boli. Co mówią mi żony w poradniach dla małżeństw? "Mój mąż jest nieczuły. To niedźwiedź". I mówią: "Niech ksiądz spotka się z tym niedźwiedziem". Na początku bałem się, ale gdy później rozmawiam z nim, spostrzegam, że jest pełen czułości. I myślę sobie, że to idiotyczne: dziewczyna pozbawiona czułości, ma koło siebie kogoś, kto jest czuły, ale sama jest zamknięta. Czy to nie głupie? Po co zakładać rodzinę, a później tak mało ze sobą rozmawiać. Czy możecie mi powiedzieć?
  Wszystkiego uczą was w szkole. Ale nie uczą was rzeczy podstawowej: jak wyrażać czułość. Czułość to drugie pragnienie, które jest w głębi naszych serc. Można żyć bez pieniędzy, bez chwały, ale nie można żyć bez czułości. Można żyć bez pracy, mimo wszystko można sobie poradzić.
  Ale nie można bez czułości.

Komunikacja.

  Trzecim marzeniem, które jest w sercu każdej prawdziwej miłości, pragnieniem młodych, którzy chcą, aby ich miłość wzrastała to pragnienie komunikacji.
  Komunikowanie się. Jesteśmy stworzeni do dialogu, do dzielenia się.
  Na pewno w tej szkole są telefony, na które często rzucacie się. Widzieliście chyba kolejki do telefonu, prawda? To oznacza, że ludzie potrzebują komunikować się ze sobą, dzielić się. I to jest podstawa. Czy wiecie dlaczego jest tyle rozwodów? To proste. Jest tyle rozwodów, ponieważ ludzie przestali się ze sobą komunikować. Kiedy mąż opuszcza swoją żonę lub kochankę, gdy żona opuszcza męża lub kochanka, czy wiecie co oni sobie mówią?

  - Ja z nim rozmawiam.
  - A dlaczego nie rozmawiasz ze mną?
  - Bo my nie mamy sobie już nic do powiedzenia.

  Nie nauczyliśmy się komunikowania. Komunikować - nie oznacza mówić o tym, co się robi. Chłopcy potrafią rozmawiać o futbolu, opowiadać o meczach rugby bez przerwy, zwłaszcza jeśli nie potrafią grać. Będą wam mówili o polityce, ale nie powiedzą wam o tym, co mają tu, w sercu. A to jest to, co interesuje kobietę: co odczuwacie, gdy czynicie to, co czynicie. I tu znowu trzeba być zdolnym to powiedzieć.
  Małżonka, kiedy jej mąż wraca i mówi: "Wiesz pokłóciłem się dziś z moim szefem, jestem wkurzony, nie wtrącaj się w moje sprawy", nie wie co robić. I ten sam facet wróci następnego dnia i powie: "Jestem zadowolony, szczęśliwy, że mogę żyć z tobą."

  Gdybym was się zapytał, co czujecie?

  - Krzysztof, co czujesz w tym momencie?
  - Nic wielkiego.
  - A właśnie. Ja mówię od jakiegoś czasu, jak jakiś idiota, a ty nie czujesz nic. Jeśli nie potrafisz powiedzieć choć jednego słowa o swoich uczuciach, jaki prezent możesz zrobić drugiej osobie z tego co odczuwasz?

  Biedni Francuzi! Trzeba ich nauczyć mówić. Trzeba ich nauczyć wyrażać to, co czują. Odczuwacie coś co 5, 10 minut. Nie wiem, czy są pomiędzy wami jacyś zakochani, zakochane. Jedno lub dwoje? Nie jest możliwe, aby pośród was nie było kogoś, kto by nie stwierdził: "czuję się lepiej niż przedtem" lub "czuję, że jestem trochę winien". Uczucia są szalone. I jeśli nie będziecie potrafili ich analizować, nie będziecie mogli zwierzyć się z nich drugiemu człowiekowi. W dzisiejszym świecie spieszno nam, by zjednoczyć się ciałami, ponieważ nie jesteśmy zdolni zastąpić tego przez zjednoczenie duchowe we wzajemnej komunikacji, lecz jeśli nie nauczycie się tego wcześniej, nie będziecie potrafili robić tego później.

Pragnienie potomstwa.

  Czwartym pragnieniem każdej miłości, które było przytoczone przez Beranger jest życie. Znakiem każdej miłości jest pragnienie dania życia, pragnienie posiadania dziecka.
  Gdy spotykam jakichś dwoje, którzy mówią: "nie chcemy mieć dziecka", to wątpię w ich miłość, dlatego, że miłość jest sama z siebie płodna. Znakiem, że cię kocham jest, że chciałbym mieć dziecko, które będzie do ciebie podobne, będzie miało twoje oczy i charakter, aby miało twoje zalety, inteligencję. Chcę aby miał to, tamto... Czy wiecie czym jest dziecko? Dziecko to wasza miłość, która ma małe ramionka, nogi, która biega i spaceruje w alejce.
  Należycie do waszych rodziców, nawet jeśli żyją w separacji. Dziecko jest czymś cudownym. To przyszłość. Dziecko, które będziecie mieli, będzie tu w 2080 roku. To wspaniałe, to dziecko, które będzie wam kazało pozostać młodymi, kiedy będzie chciało grać z wami w go, gdy będziecie mieli po 50 lat. Nie pozwoli wam się zestarzeć. Dziecko to nie tylko harówka, to również uśmiech. I to co trzeba, abyście wiedzieli to, że gdy chłopak kocha dziewczynę, a dziewczyna odpowiada na tę miłość jest małe dziecko, które ma ochotę przyjść na świat i które czasami przychodzi na świat za wcześnie. Zrozumieliście.
  Mówi się dużo o antykoncepcji, ale nie mówi się wam najistotniejszego: nie jest to sprawa jakiejś rzeczy! Czy ja wiem, czy jest we mnie pragnienie posiadania dziecka. Abym potrafił opanować to pragnienie, muszę najpierw wiedzieć, czy jest ono we mnie.

Poszanowanie.

  Piąte pragnienie to pragnienie bycia traktowanym przez drugą osobę jako osoba, bycia szanowanym, docenianym. Oczekuje się od miłości aby dała nam poczucie istnienia. Może są pośród was tacy, którzy się nie kochają?
  To są ci, którym się wydaje, że nigdy nie byli kochani. Na przykład myślą w ten sposób: "W mojej rodzinie wszystko jest dla mojej siostry, brata, ja nic nie znaczę. W klasie nie mam kolegi albo jednego, który nie wie dokąd iść, więc idzie ze mną". Tak, tak, są tacy, którzy mówią: "Ja się nie liczę, nic nie znaczę, nie istnieję".
  Ale nagle pojawia się ktoś, kto was kocha, tym bardziej jeśli jest to ktoś wartościowy. Jeśli jest to jakiś biedny typ to specjalnie nie poczujecie, że zaistnieliście, ale jeśli to ktoś wspaniały i mówi: "Stephanie, ja Ciebie kocham". Zdajesz sobie z tego sprawę, Stephanie. Wstań na chwilę. Mówisz sobie: "Ponieważ on jest naprawdę wspaniały, to ja istnieję".
  To wspaniała rzecz, miłość. Dzięki niej czujemy, że istniejemy. Dzięki niej czujemy się kimś wartościowym, a przede wszystkim wtedy gdy on mówi ci: "Kocham cię na zawsze!".
  Tak bardzo krytykuje się małżeństwo, ale tak naprawdę to pragnie się go w głębi serca. Pragniemy spotkać kogoś, kto nam powie: "Będę cię kochał, kochała na zawsze". Bo przecież, jeśli ktoś oświadczyłby wam: "Będę cię kochał przez 3 miesiące", to nie bardzo zachęca to do życia.
  Zobaczcie sami, że w głębi waszych serc oczekujesz na to słowo, które powie wam: "istnieję na zawsze". To rola miłości. Sprawia, że istniejemy.
  Miłość jest jak projektor. Ma się go z przodu czaszki. Kiedy się kogoś kocha, nie widzi się nic innego. Jeśli w tej sali moje drogie panie jest jakiś chłopiec, którego kochacie, jestem pewien, że wiecie, gdzie on się teraz znajduje. Tak czy nie? Wiecie obok kogo usiadł, jeśli nie obok was. Ale przypuśćmy, że ty go kochasz, ale nie wiesz, czy on cię kocha.
  Posłużmy się przykładem. Stephanie, przypuśćmy, że jesteś zakochana w jakimś chłopaku z tej sali. Będzie to Barnabe, żeby wszystko było jasne. I mówisz sobie: "Chciałabym wiedzieć, czy on mnie kocha". Wiecie, jak rozpoznać, czy chłopak was kocha?
  Po pierwsze, zawsze jest trochę natrętny, zawsze depcze ci po piętach. Ten facet mnie denerwuje.
  Po drugie, wcale nie wychodzi na jakiegoś odważniaka, gdy jest przy was. Powiem jej, że ją kocham, ale nie od razu, powiem w przyszłym tygodniu, nie, nie, powiem... no zobaczymy...
  Po trzecie, jeśli was kocha, to i szanuje. Jeśli chłopak kocha dziewczynę, to będzie ją szanował. Oto trzy wielkie znaki.
  Przypuśćmy, że stwierdzasz: "On zawsze kręci się wokół mnie, podoba mi się, bo jest kulturalny". Dowiadujesz się, że Barnabe będzie w sobotę w jakimś klubie. Idziesz do mamy i:
  - Mamo, koniecznie muszę wyjść w sobotę.
  - Tak, zawsze to samo z tobą, zawsze chcesz wychodzić, a potem nie masz dobrych ocen.
  - Mamo, ja muszę wyjść, wiesz dlaczego, bo muszę wyciągnąć z domu jedną koleżankę. Zawsze uczyłaś mnie, abym była miłościwa!
  (Kłamczucha!) Dostajesz pozwolenie, no i nadchodzi sobota. Przygotowujesz się, poprawiasz, doprowadzasz do porządku swoją fasadę. Przychodzisz do klubu i co od razu robi Stephanie? Włącza swój projektor i mówi:
  "Gdzie jest Barnabe? Nie ma go tutaj i nie ma go tutaj. Ależ ten klub jest obrzydliwy i ta muzyka. Denerwuje mnie! Oczywiście, że go tutaj nie ma."
  I nagle spogląda w kierunku drzwi. Włącza swój projektor. "To on! Żeby mnie tylko zobaczył, żeby mnie tylko zobaczył."
  Starasz się, aby cię zobaczył. "W porządku, już mnie widział. Teraz udaję, że go nie widzę. I zapalam swój projektor boczny. Idzie w moim kierunku!!! Och, chwila, w której się zbliża do mnie, kiedy idzie w moim kierunku, to najlepsza chwila tego wieczoru!" To tak jakby pragnienie spotkania go koziołkowało w powietrzu. Ona jest taka zadowolona. Co za szczęśliwy moment. On zbliża się, zbliża i... przechodzi. "Gdzie on idzie?" Projektor. "Gdzie on idzie? Idzie do Delphine. Do tej z pięknymi oczami, przecież ona mi go odbije!"
  I Stephanie tańczy przez cały wieczór, bo przecież trzeba, żeby tańczyła, chociaż wszyscy inni kawalerowie są dla niej bezbarwni. Ona ma ciągle włączony swój projektor: "Gdzie jest Barnabe? Cały czas z Delphine".
  Kiedy się kogoś kocha, to ta osoba jest zawsze w naszym projektorze, w świetle, a zatem istnieje. Miłość sprawia, że istniejemy. Przede wszystkim jeśli ten, kto nas kocha i jeśli my go kochamy jest człowiekiem wartościowym.
  I dlatego trzeba, żebyście byli wartościowi jeśli pragniecie, aby miłość, którą macie w sercu do kogoś, sprawiła, że ten ktoś zaistnieje pośrodku nocy.

  Streszczając owe pięć wielkich pragnień, marzeń miłości można powiedzieć, że miłość jest to wspaniały kwiat o pięciu płatkach. Pierwszy płatek to pragnienie, pożądanie cielesne, drugi płatek to czułość, trzeci to komunikacja, czwarty - pragnienie dania życia i piąty - być traktowanym jako osoba, a nie jak przedmiot.
  Jeśli ktoś traktuje nas jak rzecz odpowiedzcie: "Ja nie jestem czymś, jestem kimś. Mam nazwisko, nazywam się Jan, Klaudiusz, Maria. Nie jestem przedmiotem, jestem kimś". A zatem szacunek.
  Żeby była miłość, muszą być wszystkie te elementy, które zakorzenią się w doniczce. I to jest właśnie małżeństwo, związek. To miejsce, gdzie miłość może się rozwinąć. Trzeba na to czasu, żeby odkryć komunikację, nieskończoność drugiej osoby, trzeba również, aby była wola życia razem.
  Oto pięć wielkich marzeń miłości, pięć wielkich pragnień.
  Ale będą tacy, którzy wam powiedzą, że miłość to tylko jedno z tych pragnień. To pożądanie, prokreacja. Tylko jedno pragnienie.

Miłość, a seks.

  Mówiłem wam, że nie można podać tylko jednej definicji miłości. Jest to zbyt złożone, aby można było o niej opowiedzieć w jakiś integralny sposób.
  Proponuję wam inną, może trudniejszą definicję, ale będziecie ją w stanie zrozumieć. Miłość to relacja międzyosobowa, uprzywilejowana. Trochę ze słownictwa filozoficznego. Szybko pojęliście. Seksualność to zwierzęta niższe, np. insekty. Gwarantuję wam, że to nie jest straszne. To seksualność rodzaju chemicznego. Czy wiecie, że motyl będzie uprawiał miłość z bibułką.
  Cóż za postęp u zwierząt wyższych. Ptaki łączą się w pary. Akt miłosny poprzedzony jest zalotami.
  I kiedy dochodzimy do człowieka, to miłość nie jest tylko przyjemnością fizyczną, nie jest jedynie szacunkiem, czułością, sposobem uwodzenia, co można zauważyć u zwierząt wyższych, ona wyraża szacunek do drugiej osoby i życie w związku.
  U zwierząt seksualność ma tylko jeden cel: prokreację - przekazanie życia, u człowieka nabiera funkcję relacji.

Relacja.

  Relacja oznacza dwie rzeczy: istnieje pomiędzy dwoma osobami dar jak i pożądanie.
  Słowo miłość w języku francuskim jest pułapką. Mówimy: "Kot lubi myszy". Zjada mysz. Mysz na pewno wolałaby nie być "lubianą" przez kota.
  Mówi się: żołnierz kocha swoja ojczyznę, umiera za nią. Jest to samo słowo dla żołnierza, który oddaje swoje życie, jak i dla kota który zjada mysz.
  To śmiesznie dwuznaczne! Kiedy ktoś wam powie "kocham cię", trzeba go zapytać: "Ale w jakim sensie? Czy kochasz mnie jak kot, żeby mnie schrupać, skonsumować, czy jak żołnierz, żeby mi się oddać, aby sprawić, że dzięki tobie, przez ciebie i z tobą będę szczęśliwy. Dlaczego mnie kochasz?"
  Czasami spotykam się z narzeczonymi i mam do nich tylko jedno pytanie: "Piotrze, ty kochasz jš dla niej czy dla siebie?", następnie zwracam się do narzeczonej: "Kochasz go dla siebie czy dla niego?"
  Cały problem tkwi tutaj. Po co robić sobie iluzje? To straszne, że za słowem miłość kryjemy byle co. A ponieważ we francuskim mamy tylko jedno słowo, tym lepiej, pod warunkiem, że zrozumieliście, gdy mówicie do kogoś: "kocham cię", aby to znaczyło np. pragnę cię, jestem biedny, brakuje mi ciebie, jest we mnie niedopełnienie, niedokończenie.
  Czy wiecie, że seksualność przypomina każdemu z was o waszym ubóstwie? Nie stanowimy całości. Jesteśmy wybrakowani i żyjemy w pragnieniu, ponieważ brak stwarza pragnienie. Związek, w którym nie ma pragnienia, pożądania nie będzie trwał długo.
  Jednak niektóre związki zbudowane są tylko na pożądaniu, są to tzw. związki "gwiazd filmowych" - ograniczają się do przestrzeni w jakiej nakręcam film. Odkąd on kręci film z gwiazdą o wiele bardziej pociągającą, atrakcyjniejszą, natychmiast opuszcza poprzednią, gdyż jest to zbudowane tylko na pożądaniu.
  Inne związki są zbudowane tylko na dawaniu. Szlachetna żona mówiąca: "Chcę żyć tylko dla moich dzieci, dla mojego męża" pewnego dnia powie: "Mam tego dosyć. Zawsze myślałam o was, to może teraz wy pomyślelibyście o mnie".
  I związek pęka. Trzeba, aby w związku były zarazem dar, jak i pożądanie.
  To jest relacja. Po drugie, powiedziałem, że jest ona międzyosobowa, co oznacza, że kocham ją, jego jako osobę, a nie jako rzecz. Wiem jak rozpoznać, czy kocha się kogoś jako osobę: jeśli w niej, w nim kocha się wszystko.

  - Nie wiem, jakie jest twoje imię.
  - Angela.
  - Angela, jeśli jakiś chłopak powie ci: "Kocham cię, bo jesteś ładna" (co jest zresztą prawdą), to czy będziesz zadowolona?

  Gdy jakiś chłopiec mówi mi: "kocham jej ciało", to nie jest to jeszcze wszystko.
Mówię do was dziewczęta: jeśli macie wrażenie, że nie jest kochana cała wasza osoba, to oznacza to, że wcale nie jesteście kochane.
  Chce się być kochanym za coś osobistego, za jakąś zdolność artystyczną, którą ja mam, a inny nie, za mały dołek w policzku, który mam. Jeśli pewnego dnia, Angela jakiś chłopak powie ci: "Wiesz, dlaczego cię kocham? Bo masz takie same włosy jak Florence", czy będziesz zadowolona? Zrozumiałaś?
  To właśnie tak odgadniecie, czego pragnie się w głębi. Pragnie się kogoś, kto pokocha nas za to, jakimi jesteśmy.
  Będą jednak tacy, co powiedzą: "Miłość? Ale komplikujecie sprawy! Miłość to ciało kochające drugie ciało". Oto miłość współczesna. Powiedziałbym, że to bardzo stare jako formuła, ponieważ już dinozaury z drugorzędu kochały się w ten sposób.
  Są inni, głównie dziewczyny, które stwierdzą: "Miłość to serce kochające drugie serce". To jest mniej stare. To trzeciorzęd. To miłość małych ptaków.
  Wasi rodzice powiedzą wam: "Miłość to wola, która kocha wolę". Ale w 1998 roku i już w 2000 roku miłość to co?
  To byt wraz ze swoim ciałem, duchem i sercem, który kocha drugą osobę z jej ciałem, sercem i duchem. Dopóki nie kocham wszystkiego w drugiej osobie, nie kocham jej wcale!

Dwa motory.

  Miłość funkcjonuje za pomocą dwóch motorów. Motor tylni to uczucia, zmysły: "Kocham go, coś mnie pcha, przyciąga do niego". To motor turbo. I to jest miłość namiętna, która "rzuca" was w czyimś kierunku.
  Są też inni. Ich miłość funkcjonuje za pomocą motoru przedniego. To motor elektryczny. Nie jest szalony, ale wytrwały - to miłość rozumna. Podziw. Ma pewne racje. Motor przedni będzie wam podpowiadał: "Ona zasługuje na miłość, ponieważ jest inteligentna, ponieważ ma wspaniałą rodzinę, bo jest pracowita, umie przyrządzać sałatkę. Mam racje, aby ją kochać. I to jest przedni motor. To miłość z rozsądku.
  A czego potrzeba, aby to dobrze funkcjonowało? Miłość namiętna, zmysłowa czy miłość rozsądna? Obydwie, oczywiście. Nie wiem, dlaczego jego, ją kocham. Po prostu kocham. Lecz z drugiej strony myślicie sobie: "Chwileczkę, czy ona zasługuje na to, aby być kochaną? Czy on zasługuje, by być kochanym? Bo to, bo tamto. Mój rozsądek musi być zgodny z moimi odczuciami.
  Nigdy nie radziłbym młodemu człowiekowi poślubić kogoś, kogo nie kocha, myśląc, że to przyjdzie później. Dziś jest bardzo wiele par, które wspólnie mieszkają, współżyją i które myślą, że jak się pobiorą to będą lepiej się rozumieć. Oczywiście tak nie jest. Cóż to za bzdura! W dniu, w którym człowiek angażuje się musi czuć zarazem mocny pociąg do osoby (z którą się angażuje), jak również musi mieć swoje racje. On ma zalety, ona ma zalety, chcemy włożyć to wszystko do wspólnego koszyka.
  Zdarza się, że obydwa motory nie są zgodne. Motor tylni mówi "kocham go", a motor przedni: "Przecież dobrze widzisz, że on nie jest poważny". I co trzeba wtedy robić? Zmienić go? To idiotyczne sądzić, że kogoś się zmieni. Kobiety spędzają całe swoje życie na zmienianiu innych. Dwa motory nie są ze sobą zgodne. A zatem rodzice podpowiadają racje motorowi przedniemu: "Przecież nie poślubisz tego chłopca! Widziałaś jego rodzinę". Ale motor tylni, jak wulkan będzie podpowiadał: "To przecież nie jego wina! Nie znacie go, ja go znam". Gdybyście wiedzieli, jak nieostrożni są rodzice. Nie pozwalają młodym się kochać. Nie pozwalają im się zbliżyć. Strzeżcie się. Wasi rodzice są jak migacze: "Uwaga, uwaga!" Wtedy mówicie sobie: "Zastanowię się, czy to co oni zwęszyli nie jest słuszne". Ale często będziecie robić na przekór waszym rodzicom. Będziecie zaprzątać sobie głowę, zamiast zastanowić się - by rozum był zgodny ze zmysłami.
  Mimo to zdarza się, że małżeństwa, które rozpoczęły swój związek mając obydwa motory zgodne ze sobą, w których pożądanie i rozsądek były wyważone, otóż zdarza się, że codzienne bycie ze sobą powoduje pewną rutynę, znudzenie i wtedy pożądanie zanika. Lecz jeśli motor przedni jest dobry, posługuje się zarówno fantazją, jak i komunikacją, uruchomi znów motor tylni i znów nadejdą gorące chwile.

Budowanie.

  Miłość to również, o czym wielu młodych ludzi zapomina, budowanie. Kiedy zaczyna się kogoś kochać, to należy tę miłość stworzyć. Trzeba stworzyć miłość, co oznacza, że jej jeszcze nie ma. Trzeba będzie ją zbudować.
  Miłość to konstrukcja mająca trzy kierunki. Trzy rzeczy, które trzeba zbudować, gdy się kogoś kocha.
  Pierwszy kierunek to zbudowanie związku. Pierwszym dzieckiem miłości jest związek, to znaczy my. Czasami małżeństwo mówi: "Mój syn zdał maturę. A czy nie jest on nasz?" Trzeba nauczyć się mówić: "my". Związek to stworzenie tego "my", które nie jest takie samo jak "my" innych. Czasami spotykam pary, które mówią: "Mamy własne 'my', gramy razem od czasu do czasu w scrabble, spacerujemy za rękę". To jest właśnie to "my". I myślę, że to cudowne, bo to oznacza stworzyć wspólnotę. Wiecie czym jest wspólnota? Mówi się dużo obecnie o Wspólnocie Europejskiej narodzonej we współczesnym świecie. Wiecie czym jest wspólnota, ale bardzo trudno żyć w niej, gdyż trzeba być jedno pozostając każdym z osobna. Dlatego też we wspólnocie zawsze są jakieś spięcia, i tak np. we Wspólnocie Europejskiej pragnie się mieć jednego prezydenta, taką samą politykę zagraniczną, ale jednocześnie, kiedy jest się Anglikiem, chce się nim pozostać; pragnie się pozostać tym, kim się jest. Pragniemy być jedno, a zarazem pragniemy pozostać sobą. W związku jest tak samo, chce się być jedno. Ty będziesz myślał to samo, co ja i to będzie cudowne. Ja będę myślał, że ty myślisz to, co ja myślę. Ty rozpoczniesz zdanie, ja je dokończę. Wszystko będziemy robić razem. Będziemy chodzić razem na spotkania, na Mszę. To wspaniałe. Są tacy ludzie. To pragnienie jedności.
  Związek wolny. Słyszeliście kiedyś o tym, więc zadajcie sobie ten trud i posłuchajcie. Związek wolny. A zatem związek czy wolność? Jeśli jesteście naprawdę związani, tak naprawdę nie jesteście wolni, a jeśli jesteście wolni, nie jesteście naprawdę związani. I zawsze jest pomiędzy wami jakieś napięcie. W każdym związku jest to napięcie pomiędzy pragnieniem stworzenia jedności, a pragnieniem pozostania sobą.

Jedność i odmienność.

  Są trzy rodzaje związków. Pierwszy to taki, gdy oboje stanowią jedno. Jedno wchłania drugie. Więc jeśli jedno z nich ma mocną osobowość, to druga strona ciągle powtarza: "Tak, jesteś wspaniały". Ja nic nie mówię. Ta druga osoba pozostaje sama, ponieważ się nie komunikuje.
  Drugi typ: Każdy robi to, co mu się podoba. "Co robisz dzisiaj wieczorem?" Jedno idzie do teatru, drugie do kina. Nie zdradzają się, ale zrywają jedność. Jedno z nich na pewno cierpi. Gwarantuję to wam.
  Jest też inny typ związku: akceptuję różnice, idę do restauracji i "Co sobie życzysz, moja droga?". Akceptuję różnice, odmienność. Nie mówię jej: "Zjesz to, co ja lubię". "Co sobie życzysz, moja droga?" "Chciałabym surówkę." A on powie: "Ja wybieram wędliny." Szanujemy swoją odmienność. Ale później z tej odmienności tworzymy jedność. Ty mi dajesz trochę swojej sałatki, a ja swojej wędliny. I to dlatego ponieważ szanujemy to, że się różnimy. Stworzyliśmy jedno pomimo naszych różnic, na naszych różnicach. Jest się bogatszym, mamy na talerzu dwie potrawy. A jeśli na talerzu są trzy rodzaje wędlin i sałatka macie możliwość skosztowania 63 odmiennych smaków, ponieważ respektując odmienność, stworzyliście na niej jedność.
  I to jest cudowne w małżeństwie, że pomimo, iż są różni, udaje im się w przeciągu wielu lat przekazać sobie (powymieniać się) ich zalety, i w końcu stają się do siebie podobni. Oto pierwsza konstrukcja związku. Jest to stworzenie wspólnoty zakochanych.

Dziecko.

  Druga konstrukcja małżeństwa to dziecko. Przykro mi, ale przyjaźń nie daje życia. Tylko miłość daje życie. W dzisiejszym świecie preferuje się związki narcystyczne. Podziwiamy siebie wzajemnie, ale nie mamy dziecka. Czy wiecie, że jeżeli w naszym kraju i na całym zachodzie będzie wciąż takim sam przyrost urodzeń, jaki jest obecnie, to w 2150 roku nie będzie już nikogo. Statystycy są formalni. Można mieć nadzieję, że będzie jakaś reakcja. Aktualnie, jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę przyrostu urodzeń, która wynosi 0,5 dla Francji (i nadal jesteśmy pośród krajów, gdzie ta liczba jest jedną z najwyższych w Europie dzięki emigrantom), to można powiedzieć, że w 2150 roku nie będzie nikogo!
  Małżeństwo jest powołane do tego, aby budować tę konstrukcję, jaką jest posiadanie dziecka. Zresztą to czego brakuje najbardziej, to nie rodziców, ale wychowawców, którzy uczynią z tych dzieci szczęśliwych mężczyzn i kobiety.

Statki.

  I w końcu trzecia konstrukcja. Chciałbym, żebyście, jeśli będziecie szczęśliwi w miłości stworzyli piękny związek. Można zatrzymywać miłość dla siebie: kolonialiści miłości. Trzeba, aby wasze małżeństwo promieniowało. Musicie sobie powiedzieć: "Są ludzie, którzy cierpią. Dlaczego? Skoro jesteśmy szczęśliwi, moglibyśmy pomóc innym w ich szczęściu".
  Mam przyjaciela - lekarza, ma pięcioro dzieci. Zaadoptowali bliźnięta chore na zespół Downa. I pamiętam jak siedziałem z tymi dziećmi przy stole i jedna dziewczynka powiedziała do mnie: "... odkąd bliźnięta są tutaj, nie są już chore." Cudowne! Miała rację. Upośledzeni? Gdybyśmy nie patrzyli na nich jak na upośledzonych i gdybyśmy odbierali ich jak innych ludzi nie byłoby upośledzonych, ponieważ oni nie czuliby się upośledzeni. To ci właśnie, którzy mają w sobie miłość stają się lokomotywami społeczeństwa jutra, przyszłości.
  Nie wiem, jak będą wyglądały wasze małżeństwa. Jest taka piosenka, w której porównuje się małżeństwa do statków. Są dwa rodzaje małżeństw, tak jak dwa rodzaje statków. Gdy czasem jesteście nad brzegiem morza lub jeziora, możecie zobaczyć, że są statki, które nigdy nie wypływają. Człowiek zastanawia się, po co je kupiono; zawsze w tym samym miejscu, jeden obok drugiego uderzając o siebie.
  I są też statki, które nie boją się opuścić portu, wypływają na otwarte morze, ale kiedy wracają do portu wieczorem, mają sobie do opowiedzenia mnóstwo rzeczy. Związek nie może być zbyt zjednoczony. "Nie mogę żyć bez ciebie".
  Och gdybyście wiedzieli, ilu młodych ludzi jest dziś niezdolnych do życia samotnie. Odkąd puścili spódnicę swojej mamy, potrzebują innej, której mogliby się uczepić. I kiedy wstępują na uniwersytet, myślą sobie: "O gdybym tylko mógł/mogła należeć do kogoś". I czynią sobie z drugiej osoby ojca i matkę. Cóż to jest? Przecież to nie jest dorosły związek! Wiedzcie, że aby być zdolnym stworzyć dobry związek, trzeba najpierw umieć żyć samemu. Lecz jeśli ja uczepiam się kogoś, to jak chcecie, żeby ta osoba was kochała? Przecież ją męczę!
  Uwaga, dziewczyny! Kiedy jesteście zakochane, macie tendencję do bycia zaborczymi. Oczywiście, są też chłopcy bardzo zakochani i sentymentalni, ale duża ilość dziewczyn jest zaborcza: "Kocham go, kocham, nie będzie innego, to ten jedyny". Na początku mogą się zrozumieć. Ale później on powie: "Nie jestem jej pudelkiem, ona staje się ciężka". Strzeżcie się, nie uczepiajcie się innych. Bądźcie dorośli. Jeśli chcecie, aby ktoś was kochał, to nie uczepiajcie się go. Zaborczość odstraszy miłość. Przecież nie powiesz komuś: "Będziesz mnie kochał. Każę ci, abyś mnie kochał/a". Miłości nie narzuca się. To jest dramat. To dlatego jest tyle cierpień w miłości; zawsze musi być nas dwoje, wyobraźcie sobie. Można kochać kogoś, ale jeśli ta osoba was nie kocha? Trzeba umieć dać się pokochać. Trzeba umieć dać się pokochać, aby nie łapać się kogoś kurczowo.
  Czasami chłopcy przychodzą, aby mi powiedzieć: "Znam jedną dziewczynę - lubię ją". Powiedz dziewczynie, że ja kochasz i idź sobie. Ale nie depcz jej cały czas po piętach. Zwłaszcza, że dziewczyny nie lubią tego. Kiedy podchodzi do ciebie chłopak, o którym w ogóle nie myślisz; wy dziewczęta macie umieszczoną z tyłu głowy fotografię idealnego mężczyzny, o którym marzycie. Jest wysokim brunetem, o niebieskich oczach, a tu poznajecie niskiego blondyna. Lecz po jakimś czasie zaczynają nachodzić was różne myśli: "Jest niski, ale to nic, wzrost to jeszcze nie wszystko". Ponadto miał gust, pomyślał właśnie o mnie. I później zaczynacie go kochać. Ale na to potrzebujecie 2-3 miesięcy. Bądźcie cierpliwi, ale przede wszystkim nie zmuszajcie drugiej osoby do miłości.
  Bóg nam się nie narzuca. Jesteśmy wolni. Gdyż miłość wymuszona nie jest miłością. Trzeba pozwolić drugiemu na miłość, gdyż miłość wytryska z wolności.

  Przyjrzeliśmy się nieco miłości i teraz pewnie stwierdzicie, że to coś idyllicznego. To nawet jest coś zbyt pięknego. Aby dotrzeć do tej miłości, o której marzycie w głębi waszych serc, jeśli szukacie jej, bo to jest to, o czym tak naprawdę marzycie to stwierdzicie, że aby dotrzeć do takiej miłości, trzeba będzie przejść przez pewne dojrzewania.

Pokonać strach.

  Trzeba mieć tę dojrzałość, aby móc być zdolnym kochać. Pierwsze to nauczyć się kochać to, co jest odmienne. Łatwo jest kochać podobieństwo. Ale nie jest oczywiste, jak kochać odmienność. Kiedy siedemnastoletni chłopak czuje, że pociąga go jakaś dziewczyna, to zaczyna jej się bać, gdyż nie jest tak samo skonstruowana, jak on. Podoba mu się, pociąga go, ale boi się jej. Przeciwieństwa nas przyciągają, ale i wzbudzają strach. Dlatego młodzież z pierwszych klas szkoły średniej zadaje mi pytania, głównie dziewczyny: "Jak reagują chłopcy, bo ich nie znamy. Proszę nam wytłumaczyć, czy oni gryzą?"
  I w końcu zdajecie sobie sprawę, że różnice nie są tak mocne, co wam pozwala na to, by je oswoić. Niemniej jednak, boimy się różnic w miłości. Łatwo jest chłopakowi powiedzieć: "Dziewczyny? Przecież ja się ich wcale nie boję!" Ale kiedy jesteś sam z nią, to emocje są. Przeciwieństwo przyciąga nas, ale i boimy się go. Najpierw więc chłopak będzie się bał. To strach przed tym, co odmienne. A więc, co uczyni? I dziewczyny tak samo - zaczną marzyć o chłopcu, którego/ą pokochają pewnego dnia.
  Marzymy. To nie jest niebezpieczne. Marzyć o kimś, kogo nie ma. Znałem dziewczyny, które tak marzyły o gwiazdorach filmowych. To nie jest niebezpieczne. Są bardzo zajęci. Znałem taka jedną, która kochała się w takim gwiazdorze, którego nigdy nie widziała na oczy. I kiedy pewnego dnia przypłynął do Havru i kiedy zobaczyła go z daleka: "Ach czyż to nie jest miłość, czyż to nie jest miłość." - mówiła. Ja śmiałem się w kołnierz. Myślałem sobie. Przecież to jakiś sen, marzenie. Ale kiedy już przypłynął, pokazał się z krwi i kości, dziewczyna uciekła. To jest marzenie.
  Są tacy, którzy pozostają wciąż na tym etapie. Starzy chłopcy z naszych miasteczek, którzy zawsze bali się podejść do dziewcząt. Zazwyczaj nie zatrzymujemy się na tym etapie, bo myślimy sobie: "Tak, to będzie trochę trudne, będę się bał, ale koniec końców kiedy jest się podekscytowanym łatwiej jest podejść do kogoś, a więc spróbuję podobać się".

Pokochać siebie.

  I tu przechodzimy do następnego etapu: podchodzimy do lustra. To etap narcystyczny. Dlaczego? Muszę najpierw doprowadzić się do porządku, a więc staję przed lustrem. Wiemy jak to jest. Chłopaki robią tak, a dziewczyny tak. I to trwa całe godziny, godziny. To niesłychane. Nie możecie sobie tego wyobrazić. Tak naprawdę, pierwsze, co kochamy, to samych siebie. I problemem jest kochać siebie. Jeśli nie pokochacie siebie, nie pokochacie drugiej osoby. Będziecie się ich tylko kurczowo trzymać, jak dziecko swojej matki. Jeśli nie kochacie siebie samych, musicie się tego nauczyć.
  Otóż trzeba siebie kochać, ale nie można się na tym zatrzymywać. Są tacy, którzy przez całe życie zatrzymują się na miłości własnej. Piękne dziewczyny, które są świadome swojej urody i które przeglądają się nie tylko w witrynach sklepów mieszczących się wzdłuż chodników, ale też w oczach chłopców. One wcale nie kochają chłopców, ale kochają być kochane. Nie kocha drugiej osoby dla niej samej, lecz kocha ją dla siebie.
  Pozbyć się narcyzmu w waszym wieku, to wierzcie mi, uczynić olbrzymi krok do przodu, ku zdolności kochania. Nie siebie trzeba kochać, ale te drugą osobę, dla niej samej. Narcyzm to często okup ponoszony za urodę. Chłopcy, którzy mają zawsze powodzenie, którzy spotykają się ze wszystkimi dziewczynami, które zawsze im towarzyszą. On wcale nie kocha ich wszystkich, kocha podziw, jaki mają dla niego, kocha siebie samego. Ale oczywiście dobrze jest kochać siebie, pod warunkiem, jeśli nie zatrzymamy się na tym etapie.

Przyjaźń.

  Lecz zazwyczaj bywa tak, że nie zatrzymujemy się i pewnego dnia zaczynamy kochać kogoś, często osobę, której się boimy. Zatem jest jeden przyjaciel i ma się tego jednego przyjaciela. Przyjaciółka, ma się jedną przyjaciółkę - tej samej płci. Nie boimy się jego/jej. On/ona reaguje tak samo jak ja. Lecz gdy mam tylko jedna przyjaciółkę, przyjaciela, to co tak naprawdę kocham? Siebie. Najpierw spoglądam w lustro, a teraz kocham tego, który jest do mnie podobny, albo do którego ja chciałbym/abym być podobny/a. Mam tylko jednego przyjaciela, przyjaciółkę.
  Przejście do następnego etapu oznacza wielu przyjaciół. Będziemy kochać wielu przyjaciół. Zatem otwieramy swoje serce, aby pokochać to, co odmienne. Jeśli zdołamy pokochać, to, co jest różne, a w pełnym znaczeniu tego słowa pokochamy płeć odmienną, to chłopcy zaczną mówić: "Chłopaki są w porządku, ale dziewczyny są jeszcze lepsze". Co za postęp! Dziewczyny stwierdzą: "dziewczyny są fajne, ale chłopcy są jeszcze lepsi".
  Są tacy, którzy mogą zatrzymać się na tym stadium. Nie mam czasu, by rozwinąć temat homoseksualizmu. Homoseksualizm może oznaczać niedokończenie naszej ewolucji uczuciowej. Nie zwróciliśmy się do tego, co odmienne, bo baliśmy się odmienności. Racje są znacznie głębsze, sięgają często lat wczesnego dzieciństwa, nie mam czasu na rozwijanie tego, ale widzicie, że pewnego dnia trzeba nauczyć się kochać to, co odmienne, różne i w pełnym znaczeniu tego słowa: inną płeć dopełniającą.
  Chłopcy, gdy dziewczyny zaczynają ich pociągać, to kochają je wszystkie. Kiedy idą ulicą i oglądają się za dziewczynami, to wygląda to tak: "O, widziałeś tę? A popatrz na tamtą!" Wszystkie. Będą tańczyć z blondynką, brunetką, przefarbowaną. Nie będą już wiedzieli jaką biorą, ale na pewno nie będzie to ta sama co w zeszłą niedzielę.

Pierwsze wybory.

  Przypominam sobie dziewczynę, która mówiła: "On mnie kocha". A chłopak oglądał się za wszystkimi innymi. A ona tego nie lubiła. Miałem kiedyś pogadankę w domu dziecka, gdzie jest tak wielki brak miłości, że dziewczyny uważają, że każdy chłopak zapłonie do nich z miłości.
  Chłopak przechodzi przez stadium, w którym kocha wszystkie dziewczyny. Trzeba słuchać, co mówi. Słowa są ważne. Następnie pokocha pewien typ dziewczyny. Stwierdzi: "ta nie jest w moim typie". Widzicie, wybór ogranicza się. Następnie pokocha tylko jedną. "Będę cię kochał niezależnie od tego, czy jesteś blondynka czy brunetką, bo ty to właśnie ty".
  Często zdarza się to, co ja nazywam pierwszym wyborem. Pierwszy wybór, to taki, który was oswoił. To dzisiejsze niebezpieczeństwo. Zbyt przedwczesne miłości. W wieku 15, 16 lat od razu pierwszy wybór. Rzucamy kotwicę, angażujemy się całkowicie z drugą osobą, a po 3, 4 latach spostrzegamy, że są jeszcze inne. A ja myślałem, że jest tylko jedna na świecie, a widzę, że jest tak wiele innych, fajniejszych. I żałujemy swego wyboru.
  Udaje nam się prawdziwie wybrać jedynie jeśli będziemy potrafili zwlekać i zastanowić się, czy kiedy dokonałem pierwszego wyboru, to nie zrobiłem tego ze strachu przed kimś, kogo się obawiałem, ale kto mi bardziej odpowiadał niż ta osoba. Pierwszy postęp, dojrzałość to pokochać to, co jest odmienne.
  Druga dojrzałość: pójść od miłości, która bierze - do miłości, która daje. Małe dziecko kocha. Widzieliście czasem dzieci mówiące: "To jest mój konik". Trzeba wyzbyć się tej zaborczej miłości i pójść do miłości, która daje.
  Są ludzie, którzy myślą, że kochają, ale tak naprawdę, to oni kochają drugą osobę jak dziecko, kochają, aby ja posiadać, i którzy swojemu współmałżonkowi: "będziesz jadł makaron z sosem pomidorowym, który ja lubię, należysz do mnie". Oto jest zaborczość. Naprawdę istnieją tacy niewolnicy, którzy żyją zamknięci w obozach koncentracyjnych miłości, która chce posiąść drugą osobę. I nazywają to miłością. Trzeba przejść ze stadium: "Kocham cię, ale nie tylko dla mnie, aby cię posiadać, ale aby podnieść cię do godności, byś mógł wzrosnąć, rozwinąć się".

Egoizm i pożądanie.

  Na początku miłość jest egoistyczna. Kochamy drugą osobę, bo mamy przyjemność z faktu bycia wybranymi przez nią, z obecności tej drugiej osoby, kochamy ją za wszystko, co nam daje, samych siebie kochamy. Aż pewnego dnia stwierdzimy: "Ta dziewczyna jest cudowna, ten chłopak jest wspaniały". Kiedy ona/on daje mi tyle szczęścia, ja również chcę być mu/jej wdzięczny. Chcę, żeby była szczęśliwa. I tu zaczynamy oscylować w kierunku daru. Miłość zaczyna się wtedy, gdy przedkładam drugą osobę nad siebie samego. Lecz wielu nie udaje się to, bo kochają tylko dla siebie. Nie kochają, aby druga osoba mogła wzrosnąć, dla niej samej. Prawdziwa radość, prawdziwe szczęście, to czynić szczęście drugiej osobie. To tak, jak prawdziwa przyjemność aktu miłosnego nie polega na odbieraniu przyjemności dla mnie samego. Ohydne jest to powiedzenie: "być u szczytu rozkoszy". Prawdziwa rozkosz jest w dawaniu, a nie w braniu, wzajemnie ofiarowana, wzajemnie otrzymywana. To przyjemność, która jest dziesięciokrotnie pomnożona przez czułość i przez dar ofiarowany drugiej osobie. Nie przeżywajcie rozkoszy zwierzęcej, ale tę najdoskonalszą, uczłowieczoną, przyjemność dawania drugiej osobie. Tak więc trzeba pójść od miłości, która bierze do miłości, która daje.

  Trzecia dojrzałość - nauczyć się poskramiać swoje pożądanie, popędy. To prawda, że nawet będąc w związku, mężczyzna ma tendencję do spoglądania na inne dziewczyny. Jeśli nie opanuje on swoich popędów, to dziewczyna będzie żyła w ciągłej zazdrości, podczas gdy całe piękno związku polega na zaufaniu. Gdy żona mówi, że ma zaufanie do swego męża, to jest spokojna. Ale jeśli wie, że on ją zdradza, bo go zna, to czy może być szczęśliwa? To samo dotyczy chłopców. Oto jest zaufanie.
  A zatem trzeba być zdolnym opanować swoje popędy, opanować swój gniew. Jeśli nie mogę ich opanować, to jak mogę dawać się drugiemu. W waszych młodych sercach ta wspaniała siła kochania jest w trakcie formowania się. Jest ona jak strumień, lecz jeśli pozostawić go samemu sobie, cóż może uczynić? Same zniszczenia! Ale jeśli sprawicie, że poczeka trochę, że skumuluje tę energię i skanalizuje ją, to cóż za bogactwo!
  Jeśli w waszym młodym sercu rodzi się miłość, jesteście zdolni sprawić, by poczekała trochę, by ją dopełnić i skierować ku tej jedynej osobie na świecie, którą wybierzecie, wierzcie mi, będziecie szczęśliwi. Ale jeśli użyjecie tej miłości jak strumienia rozlanego we wszystkich kierunkach, to będziecie siać wszędzie cierpienie, a nawet sami będziecie rozczarowani. Trzema trzymać w ręku te rozhuczane konie, jakimi są wasze żądze, być móc je pokierować i móc budować.

Kolejka linowa.

  Czwarta konieczność, dojrzałość: przejście od miłości idealistycznej do miłości realistycznej. Wiecie jak to jest, kiedy jest się zakochanym. Odlatujemy! Może przyglądaliście się zakochanym dziewczynom. Gdy wychodzą po pracy to odlatują. "Do widzenia, do widzenia. Spieszę się". Idąc ulicą, odlatują, bo są tak bardzo szczęśliwe. Gdy jesteśmy zakochani, przenosimy się na szczyty miłości, do chmur. Miłość wypełnia życie sensem. Myślicie, że życie nie ma sensu? Życie jest wspaniałe, zmysłowe! Jestem zakochany, dlatego przyznaję tej drugiej osobie wszystkie zalety. Zakochana dziewczyna mówi: "Mój chłopak jest zawsze przystojny, inteligentny, uprzejmy... Kocham go". To dobra choroba. Pytam:

  - Jaki on jest?
  - Przystojny!
  - Ach, tak.
  - Inteligentny!
  - Ach, tak.
  - Uprzejmy...

  Kiedy dziewczyna jest zakochana, to przypisuje swemu chłopakowi wszystkie zalety. Zakochany chłopak uważa, że jego księżniczka ma wszystkie możliwe zalety, jest jedyna na świecie. Wiecie, dlaczego tak jest? Bo ponownie przeżywamy miłość utkaną w łonie naszej matki i która była miłością właśnie do naszej matki. Moja mama była wszystkim dla mnie, ja byłem wszystkim dla niej. Była najpiękniejsza na świecie. Małe dziecko jest zjednoczone ze swoją matką. Kiedy potrzebuje pić, zbliża się do niej, kiedy już zaspokoi pragnienie, odsuwa się. Tworzy jedno z nią. Nie wie, gdzie zaczyna się ono samo, a gdzie jego matka.
  Lecz pewnego dnia nie zbliża się już do piersi matki i niektórzy mogli odczuwać nadal pragnienie. Czy oznacza to, że straciłem swoją matkę? Nie, tak jest lepiej. Dzięki temu dowiadujecie się, że nie należeliście do swojej matki, ale, że w pewnym czasie musiało nastąpić odłączenie od tego początkowego, silnego zjednoczenia z waszą matką. Brakowało wam tego potem. Stare marzenie z dzieciństwa. Zostałem oderwany od swojej matki. Czy to nie jest właśnie miłość? Zostałem oderwany od matki, gdyż trzeba było podzielić się z braćmi, siostrami, a przede wszystkim z moim ojcem. Zabierał mi ją każdego wieczoru.
  Myślicie sobie: "Pewnego dnia będę miał taka mamę i nie dam jej nikomu!" To korzeń miłości. A co znaczy kochać? Stare marzenie o posiadaniu, kogoś tylko dla siebie, tak jak kiedyś miało się tylko dla siebie mamę. Florence, to ona! Nadaję jej wszystkie cechy swojej matki: jest cudowna, zmysłowa, najpiękniejsza w świecie. Przeżywam na nowo tę pierwszą miłość. Inaczej mówiąc jest to pierwsza faza miłości. Psychologowie nazywają ten etap idealizowaniem, ja nazwałem go: kolejka linowa. Jesteśmy zabierani "kolejką linową" na szczyt miłości - namiętności. Miłość to cos cudownego. "Mój chłopak, moja dziewczyna jest wspaniała".
  Lecz nagle spostrzeżenie, że ten ongiś cudowny chłopak ma wady. "Jest skąpy. Zabrał mnie do restauracji, ale to ja płaciłam" - mówi dziewczyna. "Myślałem, że ona jest inteligentna, a tu ciągle ta sama płyta". I schodzicie z góry już nie śpiewając. Spuszczacie z tonu. Schodzicie do tunelu, zamiast powiedzieć sobie, że postrzegałam go w zbyt pięknych kolorach. Mówicie wtedy: "uwiódł mnie".
  "A ona ukryła swoje wady za tymi swoimi, pięknymi oczami. Użyła niezłego wybiegu". Jest się rozczarowanym i jest to nie do uniknięcia. Nie jest możliwe inaczej. Wcześniej czy później nastąpi odidealizowanie. Kiedyś kobiety odidealizowywały w wieku 40 lat. Żyły tak obok swojego "paszy", a potem stwierdzały, że jest przecież strasznym egoistą. I tu traciły, bo zdawały sobie sprawę, że oni nie są doskonali.
  Teraz dziewczynom potrzeba trochę mniej czasu na odidealizowanie. Niektórzy odidealizowują nawet gdy spotykają się z kimś, dlatego nigdy się nie angażują, ponieważ zdają sobie sprawę, że ta druga osoba nie jest doskonała, a przecież marzyli o kimś takim.
  Kiedy zatem jesteśmy na dole tunelu rozczarowania, możliwe są trzy scenariusze:
  Pierwszy: To nie ja się pomyliłem. Marzyłem zawsze o cudownej dziewczynie, ale ona ma wady. Co więc czynię? Idę i wsiadam do kolejki linowej z inną dziewczyną. Są tacy, którzy robią tak przez całe życie. Kolejka - tunel, kolejka - tunel. Nie zrozumieli, że nie można znaleźć doskonałej kobiety, doskonałego dobra. Pewnego dnia trzeba stać się na tyle inteligentnym, aby cieszyć się z tego, co się posiada!
  Drugi scenariusz, bardzo częsty obecnie to parking. Młodzi, którzy zaczynają mieszkać razem. Spostrzegają się, że są niedoskonali, ale nie maja śmiałości zrobić jakiegoś kroku, gdyż są rozczarowani sobą, nie mają śmiałości rozstać się, bo kochają się. Więzy zostały już stworzone. Nie żyje się przecież z kimś przez 3 lata nie tworząc więzów. Nie mają zatem śmiałości rozstać się, ani wycofać. To parking. Podczas tego czasu nic się nie buduje, nie mają dziecka, a jest to bardzo ważny okres młodości, budzą się w wieku 35-38 lat. Niemniej jednak połowa wolnych związków upada. Jak czują się dziewczyny w wieku 35-38 lat? Czują, że zostały uwiedzione i niezdolne do budowania.
  Trzeci. Są też tacy, co stwierdzą: "To prawda, ona nie jest doskonała, ale ja też nie. Ale czy z tym kim ona jest, kim ja jestem nie można stworzyć czegoś wspaniałego? I na nowo rozpoczynamy, teraz na piechotę". Na piechotę! Rozumiecie, nie kolejką linową, ale na piechotę, pod górę. Na początku cierpimy, bo nie mamy takich samych rodzin, takich samych koncepcji na życie. Pojawiają się konflikty. Nie trzeba bać się konfliktów, należy się przystosować. Miłość to przystosowanie się.

  Pierwszy etap: idealizowanie. Drugi etap: odidealizowanie. Trzeci etap: przystosowanie się

  Na początku będzie wiele kłótni. Zawsze mówię młodym narzeczonym, którym zależy na dobrym przygotowaniu się do małżeństwa: "Walczcie ze sobą, wyrywajcie sobie włosy, ale zostańcie razem. I zobaczycie, że później nie będziecie mówili sobie słów, których nie warto wypowiadać, nie będziecie czynić więcej gestów, które sprawiają cierpienie. Przystosujecie się do siebie. I poznacie miłość, to cudowne uczucie, które nadchodzi po konfliktach związanych z przystosowaniem się do siebie na początku i które wzrasta przez lata poprzez poznawanie wzajemnych zalet i wad".
  By jak najlepiej przystosować się do siebie należy przerzucić most z tyłu za siebie - to jest sens zaangażowania. "To co tworzy związek to woda, która trwa." Stworzenie związku, to powiedzenie sobie: "Dalej, ruszamy. I jeśli nawet będą kłótnie, zostaniemy razem". To właśnie tworzy związek. Lecz jeśli nie wyjdzie i stwierdzę: "zwijam manatki", (a na pewno przyjdzie trudny czas, bo nigdy nie jest doskonale) zamiast uczynić kolejny wysiłek wobec drugiej osoby, zacznę znów wzdychać i patrzeć w kierunku kolejki linowej, do której przyciągnie mnie jakaś nowa osoba. Tak można przez całe życie. Nic nie zostanie zbudowane. Nie można kochać współmałżonka, tego z naszej wyobraźni, ale takiego jakim jest. Ze wszystkimi jego zaletami i wadami mogę uczynić coś wspaniałego.

Wygrajmy nasze małżeństwo.

  Chcę wam tez w końcu powiedzieć, że aby miłość była rzeczywiście wspólnym projektem, wspólnym celem, musicie zaprząc się do tej pracy obydwoje.
  Chcę, abyście wiedzieli jedną rzecz. Jest was tu około 60 uczniów. To oznacza, że - jeśli wierzyć statystykom - 20 spośród was rozwiedzie się. Ile cierpienia dla was i dla waszych dzieci. Jest to nie do przyjęcia, że we współczesnym świecie 30% małżeństw rozwodzi się. Od kilku lat pracujemy nad problemami małżeństw w dziedzinie medycznej. Gdybyście wiedzieli, czym był problem regulacji poczęć kilka lat temu. Gdybyście 30 lat temu zapytali się waszych rodziców czym jest regulacja poczęć, to nie mielibyście żadnego problemu. Można wam pomóc w dziedzinie seksualności, co było niemożliwe 10 lat temu.
  Można wam pomóc na poziomie relacji, komunikacji, nauczyć was prawdziwej komunikacji w związku. Można nauczyć was tego głębszego, duchowego wymiaru. Ogromna jest ta praca wykonana w zakresie związku, małżeństwa. Młodzi, błagam was, nie bądźcie na tyle głupi, aby sądzić: "A miłość, tego się człowiek nie uczy". Nie bądźcie głupcami, którzy w to wierzą, a przede wszystkim nie naśladujcie bezmyślnie tego wszystkiego, co pokazują wam w filmach; nie myślcie, że miłość to sprawa forsy. Przedstawia wam się karykatury miłości, miłości z czasów dinozaurów. Nie możecie tego zaakceptować. To nie do pomyślenia. Myślę, że młodzi, inteligentni zareagują któregoś dnia na te wszystkie uwarunkowania, których stają się obiektami.
  Oto przesłanie do młodych: jeżeli skorzystacie z owej wiedzy, możecie stworzyć najszczęśliwszy związek, jaki kiedykolwiek istniał.
  Żyjecie w społeczeństwie, w którym istnieje to, co najlepsze i to, co najgorsze: najpiękniejsze przedstawienie, film, a zarazem najgłupszy, najbardziej idiotyczny, jaki kiedykolwiek mógł być wymyślony. Do was należy wybór. Najlepszy albo najgorszy. Jesteście wolni w życiu. Wiedzcie jednak, że jeśli tylko pragniecie poznać wielką miłość, możecie to uczynić. Miłość rozkwita i wzrasta wysoko (nie życzę wam miłości tak małej, jak doniczka), miłość to przekraczanie samego siebie, bo wierzcie mi nie życzę wam miłości pantoflarskiej, lichej miłości, która nie pozwala tylko na rozwód. Życzę wam z całego serca miłości szaleńczej, co najmniej szaleńczej.

PYTANIA

  Co myśli ojciec o stosunkach płciowych przed ślubem?

  Oh, to jest pytanie. Jestem pewien, że was to interesuje. Wiesz trudno jest mi odpowiedzieć, ale odpowiem. Nie bójcie się. Jeśli powiem ci, że nie jestem przeciw, powiesz: "Ale stary snob", a jeśli powiem ci, że jestem za, a ty potem opowiesz o tym swoim rodzicom, to oni zdziwią się i powiedzą: "co to za wychowawca". Powiem to, co myślę. Wiesz, że mogę życzyć młodym ludziom, których kocham, gdybym był ojcem córki i syna, którzy chcieliby poznać splendor jaki życie seksualne przynosi, nie życzyłbym, aby poznali je bez wartości.
  Oglądałem wczoraj telewizję. Pewien seksuolog wypowiadał się, że pierwsze stosunki wpływają znacznie nie tylko na dziewczęta, ale może jeszcze bardziej na chłopców. Zatem nie mogę życzyć młodym, aby poznali życie seksualne bez jego wartości. Z takiego założenia wychodzę. Zwłaszcza, że mam tak wiele podziwu dla gestów seksualnych, które tak naprawdę są zjednoczeniem dwóch serc, dwóch dusz w głębi ciała. Jeśli się zastanowimy, to akt miłosny jest czymś wspaniałym, jeśli nie zostanie zbanalizowany. Jest w nim coś z cudu.
  Jeśli są tacy, którzy robią to tak, jakby pili piwo, stają się zupełnie wymięci, zblazowani. Natomiast ci, którzy kochają się prawdziwie, im bardziej się starają, tym bardziej ich życie seksualne jest udane. Życzę wam, abyście za pierwszym razem zaznali wartościowego życia seksualnego. Nie ma jednak wartości bez miłości. Kiedy widzę młodych, którzy po raz pierwszy współżyją bez miłości i jakimi są przedmiotami dla siebie, później nie mogą wytrzymać. Dziewczyny uciekają w homoseksualizm, bo chłopak nie był delikatny. Jeśli za pierwszym razem życiu seksualnemu nie będzie towarzyszyło wspaniałe, cudowne odkrycie, to nigdy to nie nastąpi, zwłaszcza jeśli nie ma miłości w dziewczynie.
  U chłopców może nie jest to do końca oczywiste, ale u dziewcząt to pewne w większości przypadków. Jeśli istnieje miłość, akt ten nie będzie mało znaczący. Kiedy oddajecie usta waszym chłopcom, tworzycie między wami więzy, kiedy zatem zrywacie ze sobą, wyrządzacie sobie ból. Jeśli oddajecie swoje ciała, zerwanie będzie jeszcze boleśniejsze. Tak samo, jeszcze cięższe, jeśli nastąpi rozwód. To akt, który angażuje, gdyż posiada ogromny ciężar gatunkowy. Akt miłosny ma wtedy sens, gdy jest pomiędzy wami czułość i wola życia z kimś na zawsze. Chłopcy zapominacie o jednej rzeczy - dziewczyny nie przeżywają tak samo aktu miłosnego jak wy. Przeżywają go we wnętrzu swoich ciał z możliwymi konsekwencjami. Wy przeżywacie akt miłosny na zewnątrz swoich ciał i nie zdajecie sobie sprawy, musicie wiedzieć, że jego skutki nie będą takie same dla was i dla nich. Dziewczyny będą tylko wtedy szczęśliwe, jeśli wy weźmiecie na siebie odpowiedzialność za wasze gesty. Ona czuje, że ma gwarancję. Zaangażowanie to dla dziewczyny tak jakbyś mówił: "Możesz mi się oddać, kiedy czujesz się zagubiona w całkowitej radości, bo wiedz, że biorę na siebie odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje". To idealne.
  Lecz nasze społeczeństwo wyprodukowało dorosłych, rozbudowanych płciowo, młodych, krzyczących, ze swobodami seksualnymi. Któregoś dnia jakiś chłopak chwalił się, że miał około 80 dziewczyn w ciągu roku i skarżył się, że to zły rok. Czym jest w tym wypadku kobieta, jeśli nie rzeczą? Czym ona jest? Powiedzcie mi. Zmienia się kobiety jak buty, jak samochody. Jak chcecie szczęśliwie rozwinąć się w ten sposób? To nie do pomyślenia.
  A jeśli zdarzy się wam słabość, nie róbcie z tego rzeczy, którą należy się szczycić, lecz powiedzcie sobie: "byłem słaby" i w świetle tego, co zrobiliście, a być może brakowało wam czułości lub czegoś innego, czegoś ważnego - porozmawiajcie o tym: to będzie prawdziwa miłość.
  Może zdacie sobie sprawę, że to, co wam mówiłem nie jest takie głupie. Całe życie poświęcamy czasem, by odkryć, zobaczyć czym jest prawdziwa miłość. Powód: nasi rodzice nie mają takiego samego języka miłości jak młodzi ludzie, ale oni też kiedyś byli młodzi.

o. Denis Sonet
(tłum. Magdalena Świstak)


Powered by Plone CMS, the Open Source Content Management System

This site conforms to the following standards: